Skończyłam wczoraj Czystopis Łukjanienki, wreszcie. Nie, żeby mi się nie podobało, ale po drodze wciągnęłam się w RPG, potem był konwent i jakoś tak wyjątkowo wolno to czytałam. Książka, jak zwykle w wypadku tego pisarza, wciągająca. I używając tego słowa nie mam na myśli jedynie licznych zwrotów akcji i bardzo ciekawych rozwiązań fabularnych. Chodzi mi o to, że ta książka z rozdziału na rozdział sięgała coraz głębiej w filozofię. Pierwsza część - Brudnopis - zaczęła się całkiem niewinnie. Przejścia do innego świata, wzbogacone o teorię celników przywiązanych do swojej funkcji. Kiedy skończyłam drugą część - czyli właśnie Czystopis - długo jeszcze nie mogłam zasnąć, zastanawiając się nad finałem, a raczej nad tym wszystkim, co się okazało tuż przed finałem. Zakończenie mi się właściwie nie do końca podobało. Było trochę za bardzo moralizatorskie. Bohater wraca do swojego normalnego życia, dochodząc do - zapewne słusznego - wniosku, że nie ma sensu szukać odpowiedzi na to, czego człowiek nie może zrozumieć. Okej, ale kiedy dołożyć do tego tekst o uprawianiu własnego ogródka zrobiło się tak za bardzo tendencyjnie. To zakończenie ma swoje plusy - nie ma rozwiązania, jest tylko jakiś bardzo, bardzo mały fragment rzeczywistości, który udało się pojąć. Ale kto nad tym wszystkim stoi? Czy ktoś wreszcie w ogóle stoi. Pytanie typowe, ale za to intrygujące. Lubię snuć rozważania na ten temat. Łukjanienko fajnie pokazał miotanie się człowieka, jego śmieszne próby zrozumienia tego, co nie jest do pojęcia. Pokazał to w sposób ciekawy, bo na tle wydarzeń fantastycznych. No i bardzo podoba mi się teoria światów równoległych. Dążenie do doskonałości? Ciągłe udoskonalanie świata? To mi na myśl nasuwa opowiadania Lema. Było takie jedno w którym dwaj budowniczy (?) eksperymentowali nad światem za każdym razem go ulepszając. Nasza ziemia była jedną z wielu, wielu wersji. Tyle, że tam ten świat się ciągle odradzał, jak feniks z popiołów. U Łukjanienki przy próbie zmiany historii powstają światy równoległe.
Jest w tej książce coś w mentalności Rosjan. Nie wiem, być może się mylę, bo o Rosji tyle słyszałam, co w liceum i tyle, co sama czytałam. A jednak to przywiązanie do swojej funkcji, próba dociekania prawdy, a potem wykonywanie swojej funkcji najlepiej jak się potrafi, bo tak trzeba, to jest takie rosyjskie właśnie. Zadajemy pytania, mamy dość, chcemy wiedzieć, ale z drugiej strony zachowujemy respekt i godzimy się z tym, że tak ma być. Jeżeli nie możemy czegoś pojąć, zaufajmy władzy. W Czystopisie i Brudnopisie władzy nawet nie poznaliśmy. A może cały świat kręci się właśnie wokół mniejszych i większych funkcji? I to właśnie tworzy jakiś nadrzędny sens? I nie potrzeba nikogo, kto by tym kierował? Znikający funkcyjni i usuwanie z życia pewnych jednostek, które za bardzo mogą wpłynąć bieg historii, przywodzi na myśl NKWD. Pojawiający się w finale ogródek, to oczywiście nawiązanie do Woltera i jego Kandyda. Cóż, mówią, że ogródek może oznaczać, albo to, że zamiast gonić za wielkimi odpowiedziami trzeba zająć się czymś mniejszym, skupić na życiu i wykonywać swój zawód najlepiej jak się potrafi. Z drugiej strony ogródek, to także ograniczenie. Bohater Czystopisu, podobnie jak Kandyd, odbywa swoją podróż by wreszcie wrócić do domu i wykonywać swoją funkcję. Czy robi dobrze? Czy może powinien szukać odpowiedzi? No, ale jak sam powiedział, nigdy nie nadawał się na bohatera…
(0) skomentuj 2008-11-18 11:03:17
Ja nie wierzę w miłość. Wierzę w seks. Jest uczciwy. I skuteczny. Dostajesz maksimum przyjemności i minimum kłamstw. Miłość to coś, co heterycy sobie wmawiają, żeby się ze sobą przespać. Po wszystkim ranią się wzajemnie, bo wszystko zaczęło od kłamstwa. Jeśli właśnie tego chcesz, idź i znajdź sobie jakąś piękną dziewczynę... i ożeń się z nią. [By Brian from QAF, 01x02]
(2) skomentuj 2008-11-06 17:12:02
Monotematycznie, czyli SPN po raz kolejny
20 Października
Ik. Kocham ich. Oni się naprawdę zachowują jak stare dobre małżeństwo. Ten odcinek o bożku, którego na własny użytek nazywam iluzjonistą (wyjątkowo realistycznym iluzjonistą swoją drogą xD) był strasznie dowcipny. Sposób prowadzenia fabuły dał pole do popisu, nie ma co. Podobało mi się pokazanie tej samej sytuacji z różnych punktów widzenia. Uśmiałam się, naprawdę. Kolejne epizody (UFO, krokodyl) makabrycznie idiotyczne, ale cóż nie można winić gustu iluzjonisty. Poza tym wyszła z tych uf i krokodyli naprawdę fajna komedia. Z dialogów:
Kłócicie się jak stare dobre małżeństwo.
Dean: Małżeństwo może się rozwieść.
Co do pomysłów - naprawdę jest coraz ciekawiej. Niektóre odcinki nawet jeżeli bardziej przewidywalne od innych mają świetną atmosferę (jak ten z porcelanowymi lalkami). Od czasu jak zaczęłam drugi sezon najbardziej nudziłam się jak na razie przy odcinku ze zmiennokształtnym. Powtórzony motyw z pierwszego właściwie. Odcinków o demonach też było trochę, ale żaden mnie nie znudził, wręcz przeciwnie. W ogóle cały ten świat demonów i duchów zaczyna się tutaj ładnie spajać w całość. Muszę powiedzieć, że Sammy'emu było pięknie z tymi oczami demona. A właśnie - a'propos tego odcinka - był zaskakujący i niepokojący. Mocno niepokojący. Ten motyw utraty pamięci i krwi na rękach przypomniał mi trochę motyw z książki Murakamiego Kafka nad morzem. Tyle, że tam to się łączyło z kompleksem edypa i zapewne z Freudem. Wracając jednak do tematu - biedny Sam. Na początku strasznie się wystraszyłam, że on po prostu stracił kontrolę nad tym swoim przeznaczeniem, ale na szczęście okazało się, że to demon. Znowu fajnie zaskakujący odcinek. No i wydaje mi się, że wolałam, żeby to był demon. Nie tylko ze względu na Sama, ale także na to, że podobnie jak Dean, uważam, iż Sam będzie w stanie walczyć z tym czymś w sobie. Takie rozwiązanie jest też ciekawsze, bo można mówić bardziej o postaci a nie zrzucać wszystko na opętanie. Jeżeli już jestem przy sprawie demona - odcinek o tej chorobie, która zabierała ludzi w miasteczku też miał zaskakujące zakończenie.
Podoba mi się też podejście do sprawy Boga i wiary w tym serialu. Sam i Dean znają świat, którego nie znają inni ludzie. Świat demonów i duchów, nawiedzonych domów i starych szpitali psychiatrycznych, świat zmiennokształtnych, wampirów i nie wiadomo czego jeszcze (dowiem się z czasem). A z drugiej strony wcale nie ma jakiegoś wyższego dobra, czegoś na czym można się oprzeć. Jest niewiadoma. Myślę, że to pogłębia pesymizm i mroczną (ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa) atmosferę tego serialu. Jest tak troszeczkę egzystencjalnie. Podoba mi się. Czasami jest minimalnie przegadane, ale naprawdę rzadko. Np. w odcinku 02x16 niepotrzebnie, moim zdaniem, padły na końcu słowa:
To nie ma znaczenia, Dean. Tylko nadzieja się liczy.
No, ale to mówił Sammy. ^^ Lubię tę jego wrażliwość. Z cytatów na temat:
Bo piekło, to... po prostu piekło. Nawet dla demonów.
Dean mnie czasami irytuje. Niektóre osoby traktuje strasznie z góry (np. ducha tej kobiety w odcinku 02x16). To wkurzające. Nie zmienia jednak faktu, że i tak go lubię. A i tak, wracając do początku tej wiadomości, Sammy i Dean stanowią cudowny duet. Ich kłótnie są niepowtarzalne. xD I z takich dowcipnych rzeczy jeszcze mi się przypomniało pytanie Sama - To jednorożców nie ma? i Deana To słodkie. xD
Ojciec Deana i Sama zadziwia mnie nawet po śmierci. Naprawdę, ile razy wracam myślą do tego, co powiedział Deanowi zanim umarł, to nie mogę zrozumieć. Choć może jemu łatwiej było mówić, a kiedy doszłoby co do czego sam miałby wątpliwości. Niemniej jednak czasami w to naprawdę wątpię. Bo weźmy choćby tę sytuację, kiedy to w nim siedział demon. Prosił syna o to, żeby go zastrzelił. Jak można prosić o coś takiego nawet ze świadomością tego, że tak jest niby lepiej? Lepiej dla świata być może, ale to nie on tylko jego syn będzie musiał żyć ze świadomością, że zastrzelił ojca. I tak samo - to Dean musiałby żyć ze świadomością, że zastrzelił Sama. Zgadzam się stuprocentowo z Deanem - walczyć do końca, nawet jeżeli to będzie ostatnia rzecz jaką się w życiu zrobi.
I znów gadam do siebie. A co tam. Przynajmniej staram się myśli ubrać w słowa. Nie robiłam tego bardzo długo. Mam cichą nadzieję, że ta notka nie jest napisana w stylu wiem wszystko. Strasznie czegoś takiego nie lubię.
(0) skomentuj 2008-11-01 00:48:43
17 Października
Odcinek był jednym z mniej ciekawych. Sprowadzanie osoby kochanej z powrotem - nic nowego. A jednak miał moim zdaniem wartość ze względu na pewne słowa na końcu. I na to, że tematyka powrotu ładnie korespondowała z wątkiem śmierci Johna. Była tłem do mówienia o Deanie. I do słów na końcu:
Więc powiedz mi...co mógłbyś mi powiedzieć, żebym poczuł się lepiej?
Nic. No właśnie NIC. Ale czasami lepiej powiedzieć niż dusić to w sobie. Od duszenia w sobie można przestać oddychać.
Biedny Dean. :(
I Sam też, ponieważ nie wiedział, co powiedzieć.
To zdanie na końcu strasznie mi się spodobało. Wiele razy myślałam o tym co wyrażają powyższe słowa, ale dopiero teraz jakoś tak na mnie podziałało, że musiałam napisać tę notkę. Bo ta końcówka była dobrym obrazem bezsilności. Chęć pomocy z jednej strony, z drugiej jej (otwarte lub nie) szukanie. A w rezultacie bolesna świadomość tego, że jako szukający pomocy możesz mówić, ale usłyszysz ciszę. Z drugiej, jako udzielający pomocy, świadomość, że możesz pytać, ale nie znajdziesz odpowiedzi. Ta świadomość jest najgorsza. Bezsilność jeszcze przed rozpoczęciem zdania.
Jeju, dzięki temu serialowi zmusiałam się do tego, żeby pisać jakieś notki w miarę na poziomie. To dobrze. Ostatnio o wielu sprawach myślę, ale ich nie zapisuję, albo z nikim o nich nie rozmawiam. Teraz mogę się wygadać i mieć nadzieję, że ktoś przeczyta, a jak przeczyta, to się nie zanudzi, a jak przeczyta i się nie zanudzi, to może skomentuje. :)
A teraz 02x05.
(0) skomentuj 2008-11-01 00:43:22
17 Października
Odcinek był jednym z mniej ciekawych. Sprowadzanie osoby kochanej z powrotem - nic nowego. A jednak miał moim zdaniem wartość ze względu na pewne słowa na końcu. I na to, że tematyka powrotu ładnie korespondowała z wątkiem śmierci Johna. Była tłem do mówienia o Deanie. I do słów na końcu:
Więc powiedz mi...
co mógłbyś mi powiedzieć, żebym poczuł się lepiej?
Nic. No właśnie NIC. Ale czasami lepiej powiedzieć niż dusić to w sobie. Od duszenia w sobie można przestać oddychać.
Biedny Dean. :(
I Sam też, ponieważ nie wiedział, co powiedzieć.
To zdanie na końcu strasznie mi się spodobało. Wiele razy myślałam o tym co wyrażają powyższe słowa, ale dopiero teraz jakoś tak na mnie podziałało, że musiałam napisać tę notkę. Bo ta końcówka była dobrym obrazem bezsilności. Chęć pomocy z jednej strony, z drugiej jej (otwarte lub nie) szukanie. A w rezultacie bolesna świadomość tego, że jako szukający pomocy możesz mówić, ale usłyszysz ciszę. Z drugiej, jako udzielający pomocy, świadomość, że możesz pytać, ale nie znajdziesz odpowiedzi. Ta świadomość jest najgorsza. Bezsilność jeszcze przed rozpoczęciem zdania.
Jeju, dzięki temu serialowi zmusiałam się do tego, żeby pisać jakieś notki w miarę na poziomie. To dobrze. Ostatnio o wielu sprawach myślę, ale ich nie zapisuję, albo z nikim o nich nie rozmawiam. Teraz mogę się wygadać i mieć nadzieję, że ktoś przeczyta, a jak przeczyta, to się nie zanudzi, a jak przeczyta i się nie zanudzi, to może skomentuje. :)
A teraz 02x05.
(0) skomentuj 2008-11-01 00:43:03
16 Października
Dean zrozumiał postawę Sama, ojciec zrozumiał ją przez Deana.
Yeach! Wreszcie!Idę oglądać dalej. Musiałam to napisać. Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
(0) skomentuj 2008-11-01 00:40:36
16 Października
Podoba mi się przywiązanie i oddanie Deana rodzinie, co nie zmienia faktu, że i tak wolę Sama. A ta decyzja z odcinka, kiedy spotkali ojca, a po walce z demonem znów musieli się rozstać była cholernie ciężką decyzją. Dean i ojciec potrafią spojrzeć trzeźwo i pomimo bólu podjąć właściwą decyzję. Właściwą? Chyba w sumie najlepszą z dwóch. Choć w każdym przypadku płacisz jakąś cenę, prawda? Myśląc o tym wyobrażam sobie. że ktoś gdzieś tam może w każdej chwili zginąć, ktoś Ci drogi, a ja jestem tutaj i nic nie mogę zrobić. Nie, chyba, podobnie jak Sam, buntowałabym się. Bo czy można wymagać od człowieka, żeby stał z boku kiedy dzieje się coś TAK ważnego? Myślę, że, racjonalnie rzecz biorąc, decyzja ojca i Deana była rozsądniejsza. Czy lepsza? Nie wiem. Tu chyba nie ma lepszych decyzji. Przynajmniej w moich oczach. Przejęło mnie jak patrzyli za odjeżdżającym ojcem. A Sam się uśmiechał. Mimo wszystko. No tak, on bardzo potrzebował tego spotkania. Ma śliczny uśmiech, Dean zresztą też (ale ten drugi, nie ten z cyklu no i co lecisz na mnie?).
Poza tym przypomniałam sobie, że lubię w sf i fantastyce to, że mogą poruszyć pewne problemy dużo bardziej realistycznie niż literatura dotcząca naszej rzeczywistości. Jak np. zobaczenie własnej śmierci. Miałam jeszcze kilka na myśli, ale w tej chwili mi uciekło.
Mam spn-owskie sny, czy to dziwne? xD Mam dziwne wrażenie, że nie. Sam w sobie sen był dziwaczny. Nie było w nim Deana (pff!), ani Sama (jeszcze większe pff). Za to była klawiatura i kot. Na ten sen złożyły się pewnie dwa fakty z rzeczywistości. Wieczorem oglądałam SPN, około dwunastej w nocy kot skoczył na mnie z najwyższej półki... i tak sobie cudnie skoczył, że na moment straciłam oddech. Moja pierwsza myśl, jak już mi się zrobiło lepiej - "Mój kot chce mnie zabić, opętał go demon". xD No a w nocy śniło mi się, że zasypiam a siostra coś pisze na klawiaturze. Potem się budzę. Słyszę stukanie na klaiwaturze laptopa, ale siostra śpi obok. Zamykam oczy i śpię dalej. Budzę się (we śnie). I znowu to samo. Słychać tylko kilk, klik, klik. Przy biurku nikogo nie ma. Rano (wciąż we śnie oczywiście) zaczynam tłumaczyć siostrze, że w jej klawiaurze mieszka demon... i pewnie chce ją opętać, więc musimy znaleźć kogoś, kto kieruje demonem i go zabić... Obudziłam się (tym razem w świecie rzeczywistym). I już w tym świecie rzeczywistym doszłam do inteligentnego (taaa) wniosku, że kot musi mieć coś wspólnego z demonem i klawiaturą. xD No w każdym razie lol, choć zdecydownie wolałabym Sama i Deana (i siebie). xD
(0) skomentuj 2008-11-01 00:38:25
A r c h i w u m
2008listopad
październik
sierpień
maj
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
maj
kwiecień
marzec
2006
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
L i n k i
OdwiedzamMith
Toro
Pres
LJ
D e s i g n
Brushes from [Obsidian Dawn]
Design by [Shini]

;